Dzień bez bielizny

Uwielbiam swoją bieliznę! Ten szał wytwornych koronek, słodkich kokardek i misternych siateczek doprowadza mnie do najwyższego stanu podniecenia. Jest jednak jeden dzień w roku, gdzie rezygnuję z kuszących komplecików, na rzecz znacznie bardziej kobiecej nagości…

Pod moją sukienką sylwestrową nie zalazło się zupełnie nic – dzięki temu drobnemu zabiegowi tańczyłam swobodnie i czułam się wolna, niczym Ewa na skraju Edenu. Takie rozwiązanie to również doskonała przynęta na przystojnych towarzyszów zabawy. Nie znalazłam jeszcze jednego przypadku, kiedy rasowy samiec, po wyczuciu mojego „nagiego podstępku” podczas tańca, nie uraczył mojego podbrzusza wbijającą się erekcją! Ta najbardziej imponująca oczywiście szła w parze z z nieprzeciętną urodą adoratora i bez przeszkód mogłam zaprosić go na wspólne picie szampana… w pokoju hotelowym… w wannie na górze. W tym roku, zamiast pokazu fajerwerków o północy oglądałam gwiezdne konstelacje wprost z orbity, na którą kilkukrotnie wyniósł mnie mój kochanek. Za taką sylwestrową noc przygód, należała mu się obfita zapłata. Dlatego też resztę wieczora spędziłam na czułym zajmowaniu się męskim ciałem, dopóki jego szampan nie wystrzelił wprost do moich ust.

W Nowym Roku niech się spełnią Wasze wszystkie erotyczne zachcianki i pikantne pragnienia! Przecież rozkosz po to istnieje na świecie, żeby czerpać z niej garściami, ustami… i właściwie całym rozpalonym, zawsze nienasyconym ciałem 🙂

Najczęściej czytane
Reklama

Weryfikacja wieku

Czy masz więcej niż 18 lat ?