ROGUE. Czy dasz się uwieść tej historii ?

Seria, na punkcie której oszalały czytelniczki na całym świecie. „REAL” rozgrzewało, „MINE” ekscytowało, „REMY” podniecał. Pora na tom czwarty – równie gorące, równie emocjonujące i równie doskonałe „ROGUE”.

Melanie

Czasami jedyny sposób na zakończenie użalania się nad sobą, to wybrać się na imprezę.

Oczekiwanie unosi się w powietrzu, gdy rozgrzane ciała ocierają się o siebie, a ja wyginam się na parkiecie. Czuję, jak zabawa upaja mnie, wirując wokół nas, niczym małe tornado.

Moje ciało jest śliskie od tańca, a jedwabna złota bluzeczka i pasująca do niej spódnica przylegają do mojego ciała w sposób, który mówi mi, że powinnam była założyć stanik. Muśnięcia wilgotnego jedwabiu sprawiają, że moje sutki twardnieją i napierają na materiał, co kilku mężczyzn wyraźnie dostrzega i zaczyna patrzeć się w moją stronę.

Jednak jest już za późno, a tłum dał się ponieść muzyce i tańcu.

Weszłam do klubu, kiedy jeden z moich klientów, któremu urządziłam ten bar/restaurację, zaprosił mojego szefa i wszystkich moich kolegów. Powiedziałam sobie: tylko jeden drink… jednak już miałam za sobą kilka dodatkowych. Ten, który na wpół wypity trzymałam w dłoni, jest już naprawdę ostatni.

Podchodzi do mnie jakiś facet.

Nie mogę nie zauważyć jego nagłego uśmiechu w typie chcę-cię-przelecieć.

– Zatańczysz ze mną?

– Już tańczymy! – mówię, poruszając się z nim trochę i mocniej kołysząc biodrami.

Facet obejmuje mnie w talii i przyciąga do siebie.

– Miałem na myśli, czy zatańczysz ze mną na osobności. Może gdzieś indziej?

Patrzę na niego, czując uniesienie i lekkie zawroty głowy. Czy chcę z nim zatańczyć?

Jest słodki. Nie seksowny, ale słodki. Na trzeźwo, ze słodkim… o nie, Jose. Ale po drinkach, słodki jest całkiem do rzeczy. Próbuję znaleźć odpowiedź w moim ciele. Mrowienie. Pragnienie. I nic. Dzisiaj wciąż czuję się… beznadziejna.

Z uśmiechem, żeby złagodzić cios, odsuwam się od niego, lecz gość przyciska się do mojego ciała i bezczelnie szepcze mi do ucha:

– Naprawdę chcę zabrać cię do domu.

– Oczywiście, że chcesz – śmieję się i żartobliwie, choć stanowczo, potrząsam głową, odmawiając drinka, którego mi proponuje. Sądzę, że i tak jestem już wstawiona, a muszę jeszcze zawieźć się do domu. Jednak nie chcę zdenerwować potencjalnego klienta, więc całuję go w policzek.

– Dzięki za propozycję – mówię, po czym ruszam do drzwi.

Facet łapie mnie za nadgarstek i obraca do siebie, a jego oczy płoną pożądaniem.

– Nie. Naprawdę. Chcę cię zabrać do domu.

Ponownie obrzucam go spojrzeniem. Wygląda na kogoś, kto ma pieniądze i pewne przywileje. Na kogoś, kto zawsze mnie wykorzystuje. Nagle czuję się jeszcze bardziej beznadziejna, jeszcze bardziej bezbronna. Za mniej niż miesiąc moja przyjaciółka wychodzi za mąż. Wpływ, jaki ma na mnie ten ślub, nie jest zły – jest jeszcze gorszy. O wiele gorszy niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Moje oczy pieką, kiedy o tym myślę, ponieważ wszystko, co ma moja przyjaciółka, Brooke – dziecko, kochającego męża – było moim marzeniem od tak dawna, że nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miała jakiekolwiek inne.

Przede mną stoi facet, który chce uprawiać ze mną seks, i kolejny raz kusi mnie, by ulec. Bo zawsze ulegam. Zawsze zastanawiam się, czy on, może on, jest mi przeznaczony. Następne co wiem, to to, że budzę się sama, otoczona jedynie garścią zużytych gumek. Czuję się samotna bardziej niż kiedykolwiek i kolejny raz ktoś mi przypomina, że jestem dobra tylko na jedną noc. Nie jestem niczyją królową, niczyją Brooke. Ale Boże, czy ktoś mi powie, kiedy trzeba przestać całować żaby? Nigdy, oto kiedy. Jeśli chcesz znaleźć księcia, musisz próbować, aż pewnego dnia obudzisz się i będziesz Brooke, a oczy mężczyzny będą wpatrzone w ciebie i tylko w ciebie.

– Słuchaj, robiłam to tysiące razy – szepczę, ze smutkiem potrząsając głową.

Facet unosi brwi.

– O czym ty mówisz?

– O tobie.  Miałam tysiąc takich, jak ty. – Pokazuję na niego, od stóp do głów, wskazując na jego elegancki wygląd i ubiór, a ciężar mojego rozczarowania jeszcze bardziej mnie przygniata. – Miałam was z tysiąc razy. I po prostu nic z tego nie będzie. – Odwracam się do wyjścia, lecz on ponownie mnie łapie i odwraca.

– Blondi, nigdy nie miałaś mnie – sprzeciwia się.

Ponownie na niego patrzę, kuszona, żeby po prostu pozwolić zabrać mu się do domu i zrobić mi dobrze.

Jednak tego popołudnia byłam w domu mojej przyjaciółki, gdzie byłam świadkiem, jak pocałował ją jej facet. Był to pocałunek długi, głęboki i cholernie gorący. Przez cały czas on szeptał do niej seksowne rzeczy, mówił, że ją kocha, i to głosem tak głębokim i czułym, że aż zebrało mi się na płacz.

Wciąż czuję w środku ciepło i wrażliwość na to wspomnienie, i nawet tańczenie przez całą noc nie sprawi, że zapomnę, jak bardzo czuję się niekochana. Po tym, jak zobaczyłam, jak moja przyjaciółka jest całowana, naprawdę całowana, i po tym, jak uświadomiłam sobie, że teraz – kiedy ma inne priorytety w związku ze swoją nową i piękną rodziną – będzie miała dla mnie mniej czasu, zaczynam się czuć, jakbym nigdy, przenigdy nie miała znaleźć takiej miłości, jak ich. Ona zawsze była odpowiedzialną, grzeczną dziewczynką, podczas gdy ja to… ja.

Ta zabawna.

Lalka na jedną noc.

– No chodź, Blondi – mruczy mi do ucha facet, wyczuwając moje niezdecydowanie.

Wzdycham i odwracam się. Mężczyzna przyciąga mnie do siebie i patrzy na mnie, jakby pocałunkiem chciał do końca mnie przekonać. Lubię dotyk. Brooke nazywa mnie swoim kochanym robaczkiem. Uwielbiam bliskość i kontakt – pragnę ich, jak powietrza. Jednak nigdy nie czuję, żeby dotyk mężczyzny przenikał głębiej niż moja skóra. A jednak wciąż ogarnia mnie pokusa, bo myślę, że TEN JEDYNY czeka tuż za rogiem, i nie mogę się powstrzymać, żeby nie spróbować.

Odchylając się i walcząc z pokusą, by pocałować jeszcze jedną żabę, z resztką przekonania mówię:

– Nie. Naprawdę. Dzięki. Idę do domu. – Wciskam torebkę pod pachę, szykując się do wyjścia, kiedy głuchy huk wstrząsa przyciemnionymi, sięgającymi od ściany do ściany oknami.

Drzwi do klubu otwierają się i wchodzi jakaś para. Są przemoczeni, a kobieta ze śmiechem potrząsa swoimi wilgotnymi włosami.

– Omójboże! – wołam, a żołądek zaciska mi się w węzeł, kiedy uświadamiam sobie, że właśnie, do cholery, pada.

Biegnę do wyjścia, kiedy jakiś mężczyzna odzianą w czarną rękawiczkę dłonią sięga do klamki i otwiera je dla mnie. Niemal potykam się w progu, na co nieznajomy chwyta mnie za łokieć i pomaga mi złapać równowagę.

– Spokojnie – mówi głębokim głosem, a ja z desperacją wbijam wzrok w błękitnego Mustanga po drugiej stronie ulicy. To wszystko, co mam na własne nazwisko. Jedyna rzecz, którą mogę sprzedać, gdyż rozpaczliwie potrzebuję pieniędzy. Kto go teraz kupi? To kabriolet, może nieco stary, lecz tak słodki, jak unikalny – z białą, pasującą do dachu tapicerką. A teraz pada deszcz, a on stoi na ulicy ze spuszczonym dachem, zmieniając się w Titanica na kołach.

A moje całe życie tonie razem z nim.

– Po tym przypominającym zbitego psa wyrazie twojej twarzy domyślam się, że samochód jest twój? – rozlega się ten głęboki głos.

Bezradnie kiwam głową, po czym podnoszę wzrok na nieznajomego. W oddali niebo przecina błyskawica, oświetlając na moment jego rysy.

I nagle zapominam, jak mówić. Lub myśleć.

Lub oddychać.

Jego oczy pochwyciły mnie i nie chcą puścić. Wpatruję się w ich głębię, jednocześnie rejestrując, że jego twarz jest oszałamiająca. Mocna szczęka, wysokie kości policzkowe, wyraziste czoło. Ma klasyczny nos – smukły i elegancki – a usta są pełne, wygięte, zdecydowane i… Boże, jest taki do schrupania. Jego ciemne włosy poruszają się na wietrze. Jest wysoki, szeroki w ramionach i ubrany w ciemne spodnie i taki sam golf, przez co wygląda jednocześnie elegancko i niebezpiecznie.

Ale te oczy.

Mają nieokreśloną barwę, lecz nie chodzi o ich kolor – to spojrzenie, ten niewiarygodny blask. Okolone gęstymi, czarnymi rzęsami, lśnią jak najjaśniejsze światła. Kiedy w milczeniu przygląda się moim rysom, mam wrażenie, że prześwietlają mnie jak rentgenem, i wydają się iskrzyć, bo ja – ja – chyba zrobiłam coś, co rozbawiło tego mężczyznę, tego… kurwa, nawet nie mam na niego nazwy. Poza Erosem. Samym Kupidynem. Bogiem miłości. We własnej osobie.

Kiedyś myślałam, że Kupidyn używał strzał, lecz nie czuję się, jakbym została trafiona strzałą. Czuję się, jakby trafił mnie pocisk.

Kiedy tak stoję, przyszpilona do podłogi przez niemal dwa metry stojącego przede mną seksu, jedną odzianą w rękawiczkę dłonią bierze kluczyki z mojej ręki, a drugą kładzie mi na biodrze, by mnie przytrzymać. I wtedy to czuję. Czuję, jak jego dotyk promieniuje przez moją skórę, ściskając mi żołądek, pulsując w mojej płci, zalewając mi uda i podkurczając palce u stóp.

Wydawnictwo Papierowy Księżyc 

Najczęściej czytane
Reklama

Weryfikacja wieku

Czy masz więcej niż 18 lat ?