Kara dla Marty

Moja suka doprowadziła mnie do wściekłości. Moja własna uległa. Kobieta, z którą łączyło mnie coś znacznie ważniejszego niż seks. Kobieta, której ufałem bezgranicznie. Kobieta, dzięki której spełniałem się w końcu w relacji damsko-męskiej. Ktoś, dla kogo zawsze miałem czas. Ktoś na kształt powiernika i przyjaciela. Przy niej nie musiałem niczego udawać, bo czułem pełną akceptację tego, kim jestem i jak się zachowuję. Nie miałem przed nią sekretów. Świadomie zrezygnowałem z każdego z mechanizmów obronnych, chroniących to, co we mnie najczulsze i najbardziej wrażliwe. Wyprowadziła z równowagi. Mnie… ostoję spokoju. Moja suka złamała prawo nadane jej przez Pana.

Kara była z góry przesądzona. Wiedziała, że czeka ją nieodwołalnie, że będzie musiała przez to przejść, że to jedyna droga dla niej… Jedyna możliwość pokuty, jedyny sposób na zyskanie przebaczenia.

Przyjechała przed wyznaczoną godziną. Tak, jak kazałem, była bez bielizny. Spódnica do kolan, biała, biurowa bluzeczka, szpilki. Widziałem, że się boi, ale oprócz strachu przepełniała ją ciekawość. Wiedziała, jaka będzie to kara – oddanie jej do usługiwania ciałem komuś innemu. Większość kobiet byłaby przerażona, a Martę wypełniało podniecenie. Zaciekawienie widoczne było w oczach szukających wokół jakiejś podpowiedzi, co też dla niej przygotowałem. Zarumienione policzki, przyspieszony oddech – była podniecona. Czułem to w jej zapachu, widziałem w sposobie, w jaki się poruszała.

Przewidziałem to, znałem ją doskonale. To ja byłem powiernikiem najskrytszych marzeń. To mi zwierzała się z najbrudniejszych fantazji erotycznych, to ze mną dzieliła kłopoty i rozterki dnia codziennego. Seks z kimś obcym – nie przerażało to mojej uległej. Miała wielu mężczyzn przede mną i pewnie będzie mieć wielu po mnie. Zdarzały się jej wyskoki równie zwariowane, co niebezpieczne. Lubiła dodatkową adrenalinę, wynikającą z kontekstu sytuacji erotycznych – ot, choćby taki seks z nieznajomym. Dziś jednak, to miała być kara. Nie planowałem wspólnego spełniania zachcianek. To nie miał być dzień na sycenie próżności, bądź bawienie się czyimś kosztem. Dziś miała być to kara dla Marty.

Otworzyła mi drzwi do auta. Wsiadłem, a ona obiegła maskę samochodu i z potulnym wyrazem twarzy usadowiła się na miejscu obok. Położyła dłonie na kierownicy i czekała na wytyczne, dokąd jedziemy. Wskazałem kierunek – była zaskoczona. Nie spodziewała się, że pojedziemy poza Warszawę. Spodziewała się zapewne wynajętego pokoju, w którymś z niedalekich hoteli, nastrojowego wiązania i zaproszonego do seksu, kogoś innego niż ja, mężczyzny. Może – znając mnie tak dobrze – domyślała się, że nie byłby to jeden mężczyzna, ale propozycja wyjazdu poza miasto wywołała konsternację. Przygryzła wargę i w milczeniu skupiła się na prowadzeniu samochodu. Próbowała poukładać sobie wszystkie elementy w całość, próbowała przewidzieć, co będzie dalej. Nie podtrzymywałem rozmowy, nie dopytywałem, co też dzieje się w jej myślach. Pozwoliłem i sobie i jej na chwile skupienia tylko na sobie. Już po chwili poczułem roześmiany wzrok na sobie. Moja suka doszła do jakichś wniosków – już wszystko się poukładało. Znów więcej w niej było ciekawości i podniecenia niż obaw. Wyjechaliśmy na „katowicką”. Kątem oka dostrzegłem, jak prowokująco odsłoniła pełne uda tak, że prawie widać było ogolony srom.

Hmmm… po dzisiejszym dniu straci tę hardość i odechce jej się prowokowania. Stanowczo za długo na to pozwalałem. Dlatego złamała zakaz. Dlatego popełniła grzech najcięższy z możliwych – poddała w wątpliwość rację naszego wspólnego bycia razem. Byłem za nią odpowiedzialny. To była moja wina, że nieodpowiednio wychowałem swoją sukę. Popełniłem błąd, ale pora z tym skończyć. Pora, by rzeczy wróciły do swojego porządku.”

Kilkanaście kilometrów za Warszawą kazałem zjechać w boczną drogę.

– Wysiadaj! – rozkazałem. Sięgnęła na tylne siedzenie po kurtkę.

– Zostaw to. Wysiadaj! – powtórzyłem rozkaz.

Posłusznie wysiadła na zewnątrz. Oprócz cieniutkiej bluzeczki, stanika, który nosiła mimo mojego zakazu, spódnicy i szpilek nie miała na sobie nic więcej. Drżała w podmuchach zimnego wiatru. Zima, choć była już połowa listopada, wciąż nie nadchodziła, ale było nieprzyjemnie. Wysiadłem za nią. Pod wpływem dojmującego chłodu wtuliłem głowę w kołnierz płaszcza.

– Daj mi dwieście złotych.

Ruszyła bez słowa do samochodu..

– Stój! – zatrzymała się w pół kroku.

– Masz je dla mnie zarobić, a nie przynosić.. – oczy otworzyły się jej ze zdumienia. Jeszcze przez chwilę nie rozumiała. W końcu do niej dotarło.

– Panie… proszę, nie… – na klęczkach obejmowała moje nogi.
Odtrąciłem ją.

– Wiesz, że zawsze masz wybór… Rusz się! – pchnąłem ją w stronę ulicy, po której raz po raz pędziły TIRy.

Mogła wybrać – na tym polegała nasza zależność – byłem jej Panem, a ona moją Uległą dopóki obydwoje sobie tego życzyliśmy. Hardo podniosła głowę. Zacisnęła zęby. Wysoko podbródek, oczy przed siebie. Tak, jak ją uczyłem. Pewnie i zdecydowanie przed siebie.

Stanęła na poboczu.

Od kiedy się spotykaliśmy, zyskała na pewności siebie. Widać to było nawet w sposobie poruszania. Kiedyś zakompleksiona z powodu lekkiej nadwagi – dziś przekonana o swojej atrakcyjności, o swoim seksapilu. Moja puszysta uległa.
Kolejny raz poczułem wściekłość na nią, za to, że pozwoliła… Odegnałem tę myśl od siebie. To już przeszłość. Teraz są tylko konsekwencje.

Kolejny TIR minął nas z impetem, podrywając spódniczkę do góry, odsłaniając całe uda kochanki. Następny zaczął hamować. Otworzyły się drzwi. Chwilę trwało dobijanie targu. Ciężarówka wjechała w drogę, na której stał nasz samochód. Facet w kraciastej koszuli flanelowej wyskoczył z szoferki. Machnął porozumiewawczo w moją stronę – uznał mnie za alfonsa pilnującego interesu. Marta została obrócona tyłem, rozpłaszczona na plandece ciężarówki Odwróciła głowę w moją stronę. Kierowca uniósł jej spódniczkę. Ręką sięgnął do swoich spodni. Ugięła lekko nogi, kiedy wszedł w nią jednym, gwałtownym ruchem. Zacisnęła wargi. Kołysała się w takt jego ruchów, nie spuszczając ze mnie wzroku.

Byłem wściekły! Na niego – za tę jego zwierzęcą żądzę. Na nią, za to, że patrzyła na mnie. Na siebie, że musiałem ją w ten sposób upokorzyć, bo nie byłem dobrym Panem, nie byłem dobrym wychowawcą dla mojej suki.

Facet jęknął, wbił się w nią jeszcze silniej. Musiała aż podeprzeć się dłonią o samochód. Skończył. Nastąpił moment zapłaty. Widziałem jak pieniądze przechodzą z jego rąk do jej, jak chowa je za biustonoszem. Za moment po TIRze pozostały tylko ślady opon odciśniętych w błocie polnej drogi. Podeszła do mnie. W zaciśniętej dłoni trzymała banknoty. Oczy miała pełne łez.
– Panie… To jest sto pięćdziesiąt złotych. Brakuje jeszcze pięćdziesięciu…– podała mi pieniądze.

Wziąłem je, unikając dotyku jej ręki. Czułem rozdarcie w środku. To była moja suka, moje najdroższe ciało, moje zatracenie, mój brak dystansu i moje opanowanie. To była cząstka mnie, którą unurzałem w najgorszym gównie, ale nie miałem wyjścia. Dziś był dzień kary. Nie wiem bardziej dla kogo – dla niej, czy dla mnie.

– Brakuje pięćdziesięciu… Wracaj na szosę! – starałem się, żeby głos brzmiał stanowczo i zdecydowanie.

Odwróciła się. Wolno, ze spuszczoną głową poszła w kierunku ulicy. Widziałem jak po jej udach ściekała sperma kierowcy. Było mi jej tak szkoda, ale musiałem wytrwać. Jeśli jeszcze kiedykolwiek miała znów być moją.

Kolejne samochody mijały ją z szumem. Już nawet nie drżała z zimna.

Trzęsącą się z emocji ręką odpaliłem zapałkę. Zapaliłem papierosa. Podniosłem wzrok i zobaczyłem, że osobowy samochód zatrzymał się przy Marcie. Tym razem po zjechaniu w naszą polną dróżkę mężczyzna tylko otworzył drzwi. Wysunęły się nogi w dżinsach i mokasynach. Marta klęknęła pomiędzy nimi. Przez chwilę jego dłoń miętosiła jej piersi. Moje ulubione, ciemne, opalone sutki. Głowa mojej kochanki pochyliła się i zaczęła miarowo opadać na niewidocznym dla mnie członku. Facet nabijał ją dodatkowo naciskając na tył głowy. Usłyszałem jego charczenie tuż przed orgazmem. Kolejna chwila i jej jęk, kiedy eksplodował w głębi gardła.

Marta podniosła się. Drzwi się zatrzasnęły. Przez okno podano jej pieniądze. Samochód ruszył z piskiem opon, obsypując ją drobinkami błota. Wolniej niż poprzednio podeszła do mnie. Poczułem jak niedopałek papierosa parzy mnie w palce. Wyrzuciłem go przed siebie. Marta stała obok – w dłoni miała dwa banknoty – pięćdziesiąt i dwadzieścia złotych…

– Reszta pieniędzy… Panie – podniosła wzrok, patrzyła wyzywająco. Nie tak, jak powinna patrzeć suka. – Dwadzieścia złotych to napiwek… Panie – ostatnie słowo padło, jakby wymusiła je na swoim głosie, a powinna mówić je jednym tchem z całą resztą.
– Dobrze. Wsiadaj do środka. – otworzyła mi drzwi, zamknęła je za mną i wolno, za wolno… obeszła samochód.

Już była w środku. Śmierdziała spermą. Ten zapach szybko wypełnił przestrzeń wokół nas. Cudza sperma. Miała ją w oddechu, miała ją na skórze, miała ją w zazwyczaj słodkim zapachu ciała.

– Wracamy w stronę Warszawy.

Wyjechaliśmy na główną szosę.

– Za kilka kilometrów będzie motel. Tam zjedziesz – poinformowałem.
Przez całą resztę drogi milczeliśmy. W motelu odebraliśmy klucze od apartamentu. Weszliśmy na górę. Otworzyła mi drzwi.

– Rozbieraj się – z pustym spojrzeniem zdjęła z siebie ubranie.

– Wyrzuć to wszystko do kosza. Śmierdzisz cudzą spermą. – po chwili wszystko, oprócz butów, wylądowało w śmietniku.

– Idź się umyj. Doprowadź się do porządku.

Wykonała moje polecenie i powlokła się do łazienki.

Wszedłem do salonu. Wszystko było przygotowane. Dwie kamery rozstawione były w końcach pokoju, a duży ekran telewizora wypełniał jedną ze ścian. Łóżko w jednym końcu i sofa w drugim. Tak jak zaplanowałem. Usłyszałem szum prysznica i tuż po tym pukanie do drzwi. Tak, jak było umówione – stało za nim trzech mężczyzn i kobieta. Specjalnie dla mojej Marty zaprosiłem znajomych ze środowiska dominacji.

– Wejdźcie, zapraszam… Wszystko już gotowe.

– A gdzie zbuntowana..? – zapytał jeden z nich.

– Szykuje się… W łazience.

Weszliśmy do salonu. Role już dawno były podzielone. Wszyscy wiedzieli, po co się zebraliśmy – żeby wymierzyć karę.

– Marta! Suko, chodź tu do mnie! – przywołałem ją. Wyszła owinięta tylko w ręcznik. Wycierała jeszcze mokre po kąpieli włosy. Zdumiona przystanęła w progu…

– Tak Panie..? – zreflektowała się i opuściła wzrok.

– Podaj nam coś do picia – wiedziałem, że nie wie gdzie stoi alkohol, nie wie skąd wziąć szklanki i kieliszki. Była całkowicie nieprzygotowana na to spotkanie. – W barku znajdziesz wszystkie potrzebne składniki.

Po chwili zmieszania ruszyła w stronę półki ze szklankami. Kiedy przechodziła obok jednego z nas, on szarpnął za skraj ręcznika, który opadł odsłaniając całe, jeszcze różowe po gorącej wodzie, ciało. Zmieszana próbowała kucnąć, kiedy ostry głos przywołał ją do porządku:

– Zostaw! Chcę na ciebie patrzeć, suko!

Uniosła się znad leżącego na podłodze ręcznika, rękoma próbowała zasłonić piersi i brzuch. Wiedziałem, że nie lubi swojego ciała, że nie lubi swojej nagości, że krępuje ją wzrok badający jej zakamarki, że wstydzi się swojej otyłości. Stała na środku pokoju coraz bardziej zażenowana i zarumieniona ze wstydu.

– Drinki! Szybciej, suko! – tym razem kobiecy głos podciął ja niczym bat. Zaczęła przygotowywać dla nas napoje. Rozmawialiśmy przyciszonymi głosami, tak, że nie wszystko mogła usłyszeć. Bose stopy klaskały o parkiet. Patrzyłem jak pełne pośladki kołysały się w rytm jej ruchów. Patrzyłem i zastanawiałem się, czy ta grupowa sesja to naprawdę dobry pomysł. A co będzie, jeśli ją stracę? A co będzie, jeśli nie będę w stanie po tym wszystkim kochać jej tak samo intensywnie jak wcześniej? A co będzie, jeśli ona się naprawdę zbuntuje? Niepewność napłynęła szeroką falą, jednak krótka myśl – że bez dzisiejszego dnia i tak nie moglibyśmy być razem – rozwiała wszelkie wątpliwości. Chciałem nas, chciałem, by wszystko wróciło do starego porządku. Chciałem nas, ale po tym co zrobiła, musiał nastąpić przełom.

Marta w końcu podała drinki.

– Idź się ubierz – kolejny raz kobieta jej rozkazywała.

– Pani, nie mam w co się ubrać…

– Głupia! Czy wszystko trzeba ci tłumaczyć? – trzaśnięcie trzcinowej szpicruty zostawiło czerwoną pręgę na brzuchu Marty. – Załóż buty! – ze złą miną blondynka, pełniąca rolę surowej pani, sprecyzowała swoje żądanie – Zakładaj je i wracaj do mnie natychmiast!

Marta w swoich czarnych szpilkach już po chwili stała przed blondynką.

– Klęknij – suka posłusznie wykonała polecenie, fałdki na brzuchu zwiększyły się, kiedy jej głowa została ściągnięta w dół. Blond Pani wysunęła swoją nogę, oparła ją o udo mojej uległej i zmusiła Martę do dotknięcia ustami stopy.

– Liż! Delikatnie… – bambusowa trzcinka przesuwała się po szyi i ramionach uległej.
Trzask! Kolejna czerwona pręga pojawiła się na ciele. – Delikatnie mówiłam…

Widziałem łzy spływające po policzku mojej suki. Jej język delikatnie przesuwał się wzdłuż stopy Pani. Dotarła do palców, język migotał miedzy palcami z pomalowanymi na krwistoczerwony kolor paznokciami. Sam widok sprawił, że poczułem sztywniejącą męskość.

– Wystarczy! – tym razem uderzenie szpicruty było wręcz czułe. – Obróć się tyłem, suko.
– Klęknij i wypnij tyłek – Marta posłusznie wykonała polecenie. Wypięła szeroko pośladki odwracając się przodem do reszty sali. Pani podniosła się z sofy, na której siedziała razem ze mną.. Polizała swoje dwa palce i głęboko wbiła je w tyłek Marty… Kochanka drgnęła, nieprzygotowana na to, próbowała cofnąć biodra, ale już połowa dłoni wniknęła w jej odbyt.

– Aaaaauuuuuaaa! – wyrwał jej się krzyk, oparła się o podłogę, przytuliła do niej, jakby szukając ukojenia w bólu sprawianym jej przez inną kobietę.

– Podoba ci się, suko?!

– Taak, Pani.. – ledwo słyszalnie wyjęczała Marta. Trzask! Trzcinka tym razem naznaczyła pośladek.

– Nie słyszę…! Podoba ci się suko??

– Tak, Pani… podoba… aauuuaaaa..! – ręka rytmicznie zanurzała się w tyłku mojej uległej.
– Gdzie jest twój Pan, suko?! – blondynka sama była już mocno podniecona, widziałem jak drugą ręką drażni sama siebie. Rozpięła spodnie i masowała się przez bieliznę.
– Siedzi obok ciebie, Pani… – Marta szlochała z bólu.

– Ilu masz Panów suczko..? – blondynka powoli zaczęła dochodzić, miała lekko rozchylone usta, głęboko oddychała. Cała reszta patrzyła na tą scenę z zafascynowaniem.

– Jednego… Pani – wyjęczała Marta.

– Więc–po–ja–ką–cho–le–rę–pie–przy–łaś–się–z–in–nym? – każda sylaba akcentowana była kolejnym pchnięciem ręki.

Nagle blondynka wyjęła dłoń z rozszerzonej dziurki. Klepnęła kochankę w pośladek.
– Chłopcy, jest wasza. – odwróciła się w moją stronę – Ja zajmę się czymś przyjemniejszym
Objęła mnie za głowę i pocałowała głęboko. Marta patrzyła z szeroko otwartymi oczami. Już po chwili blondynka bez ceregieli sięgnęła do mojego rozporka i wydobyła sterczącego penisa. Zaczęła się nim bawić, lizać i podgryzać.
Panowie w tym czasie zbliżyli się do Marty. Jeden z nich chwycił ją za włosy. Przeciągnął brutalnie po podłodze. Nie próbowała się bronić. Rozstąpili się… została sama na środku pokoju.

– Wstawaj! Na kolana! To jest twoja naturalna pozycja.. – posypały się na nią razy, bo nie dość szybko wykonała polecenie. Niezbyt mocne, ale odczuwalne, zostawiały delikatne, czerwone ślady na jej pośladkach i plecach. Podniosła się na kolana.

– Idź do łóżka – poczołgała się w drugi koniec pokoju.

– Wracaj, suko! Rozmyśliłem się – głos zawrócił ją tuż przed celem. Na kolanach, jak pies, wróciła do stojących mężczyzn. Któryś z nich przyniósł krzesło. Jeden z nich usiadł na nim z penisem w dłoni.

– Chodź tu! – przyszła potulna.

– Weź go do buzi! Głębiej, głębiej… – objęła go ustami. Oparła się o jego kolano. Uderzenie w policzek rozległo się głośnym echem po całym pokoju.

– Kto pozwolił ci mnie dotknąć?! Zła kurwa! – połowa twarzy Marty była czerwona.

– Nie będziesz się opierać – ktoś podszedł do niej od tyłu i związał jej ręce na plecach.

Całym ciężarem opierała się teraz na kolanach. Szeroko otwartymi oczami patrzyła, jak blondynka robi mi dobrze ustami. Dotarło do mnie, że po dzisiejszym wieczorze Marta zostanie najlepszą suką, jaką miałem, albo… znienawidzi mnie do końca życia.

Blondynka wyprawiała ewolucje językiem na moim członku. Z każdą chwilą miałem na nią coraz większą ochotę. Nie patrzyłem na sukę. Nie chciałem patrzeć. Nie chciałem spotykać tego wzroku pełnego jednocześnie wyrzutu i zrozumienia.
Blond Pani usiadła na mnie, wciąż ubrana. Objęła mnie nogami i całowała zapamiętale. Podniosłem się z nią na biodrach, oplotła mnie nogami, gładziła po włosach. Przeszedłem z nią wczepioną w moje ciało przez pokój. Prawie po omacku włączyłem zasilanie w kamerach i telewizorze.

Jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki na ścianie pokazał się kilkukrotnie powiększony obraz Marty obciągającej czerwonego i nabrzmiałego kutasa. Włączyłem automatyczne przestawianie sygnału – co jakiś czas wyświetlał się obraz z kamery stojącej po przeciwnej stronie pokoju. Kiedy majstrowałem przy przełącznikach, blondynka zrzuciła z siebie ubranie. Stała obok, dotykając swojego sromu.
– Chodź szybciej. No chodź już! – podniosłem się znad przełączników, momentalnie zawisła na mojej szyi. Ciepło i wilgoć wskazały mi drogę. Wsunąłem się w nią płynnym ruchem. Jeszcze mocniej przywarła do mnie, skrzyżowała w kostkach nogi na moich plecach. Pojękiwała przy każdym moim poruszeniu się. Wisiała nabita na moim członku, a ja trzymałem ją za pośladki.

Poczułem na sobie wzrok Marty. Panowie dali jej na chwilkę spokój, przekładali ją na krzesło. Widziałem, że jej ręce w nadgarstkach są przywiązywane do nóg mebla. To samo stało się z jej kostkami nóg. Na wpół leżała, na wpół stała, wygięta w kabłąk. Wysoko w górze widziałem biel jej wypiętych pośladków. Przesunąłem się pod ścianę, oparłem blondynkę plecami o drzwi prowadzące do drugiego pokoju. W szybie widziałem to, co dzieje się za moimi plecami z Martą. Było mi jej szkoda, ale sam to przygotowałem, sam to obmyśliłem.

Mężczyźni bawiący się Martą podzielili role – jeden wchodził w jej odbyt lub w łatwo dostępną szparkę, kiedy pozostałych dwóch bawiło się w kamerzystów. Kręcili zbliżenia na tyłek Marty, na jej brzuch, na twarz. Zaciskała powieki, żeby nie patrzeć, ale uderzenie w policzek i rozkaz:

– Patrz suko! Patrz, jak jesteś pieprzona! – sprawiły, że otworzyła oczy i wpatrywała się z grymasem przerażenia i wstydu w ekran. Z szeroko otwartych oczu płynęły łzy. Nie płakała. Po prostu nie panowała nad łzawieniem Rozmazał się jej makijaż, ciemne smugi utworzyły się pod oczami.

– Niee… Niee! Nieeee! – zaczęła krzyczeć. Szarpała głową. – Panie, nie chcę… błagam… powiedz im żeby przestali…proszę… panie… proszę… – jęczała coraz ciszej, zagłuszana przez głośne jęki blondynki na moich biodrach.

Nastąpiła zmiana – ten, który posuwał ją od tyłu wziął kamerę i filmował. Kamerzysta wbijał się w jej cipkę. Marta zamknęła oczy. Zamilkła, skuliła się w sobie. Widziałem, że nie odczuwa żadnej przyjemności. Była po prostu rżnięta – jak gumowa lalka. Zdjąłem blondynkę z siebie… już i tak była „po”. Podszedłem do mojej uległej. W tej chwili podjąłem decyzję – nie ważne czy będzie suką, uległą czy jak to zwał. Zmieniłem plany. Delikatnie pogłaskałem ją po policzku. Otworzył oczy. Źrenice rozszerzyły się ze zdziwienia. Uniosła brwi w niemym zapytaniu.

– Moja mała suczka… – pogłaskałem ją po czole. Sam zadziwiałem siebie tą czułością.

Odgarnąłem spocone włosy z oczu. Widziałem, że ledwo panuje nad tym, żeby podłożyć twarz pod moją rękę, żeby się w nią wtulić.

– Zamknij oczy suczko… – zamknęła je niepewna, czy nie odejdę.

– Martuś… sunio… – uwielbiała, kiedy tak się do niej zwracałem…
Facet z tyłu zwolnił ruchy. Odwróciłem się do niego i dałem znak, żeby nie przestawał.
– Suczko moja… rozluźnij się… – widziałem, jak zaciśnięte w pięści palce rozwierają się. Na wewnętrznej stronie dłoni miała białe miejsca odciśnięte od wbijających się paznokci…
– O taak… dobra sunia… – zamknęła całkowicie powieki. Nie przestawałem głaskać jej twarzy.

– Chcę żeby było ci dobrze. Chcę żebyś miała przyjemność.

Powoli wysunęła pośladki bardziej w tył. Jej oddech się wyrównał. Wsunąłem wskazujący palec w jej dłoń. Chwyciła go jak mała dziewczynka. Ścisnęła, kiedy członek z tyłu wbił się w nią głęboko. Rozluźniała uchwyt, kiedy wycofywał się. Drugą dłonią dotykałem jej ust… Rozchyliła je i zaczęła głośno oddychać. Drgała cała pod wpływem pchnięć wewnątrz niej.

– Moja kochana sunia… – wtuliła twarz w ciepłą dłoń. Do odgłosów mocnego posuwania i dyszenia mężczyzny za jej plecami dołączył z początku nieśmiały, a potem coraz bardziej narastający jęk mojej suki. Teraz już sama nadawała tempo. Wiedziałem, co czuje facet w jej wnętrzu. Zaciskającą się, drżącą wilgotność. Jęk nie urywał się. Jęczała długo i przeciągle. Biodra mężczyzny klaskały o jej szerokie pośladki. On też dochodził. Wziąłem jej twarz w obie dłonie.

– Szczytuj… Niech ci będzie dobrze, suko – nie zabrzmiało jak rozkaz, ale jak prośba. Otworzyła oczy i popatrzyła na mnie rozognionym wzrokiem.

– Suka słucha swego Pana… – jak mantrę powtarzała moje słowa, wypowiedziane tyle razy kiedy ją karciłem. – Suka spełnia życzenia swojego Pana. Suka nie ma pragnień, jej największym szczęściem jest zadowolenia jej Pana…– szeptała wpatrzona we mnie. – Suka jest posłuszna… Sukaaa… słuchaaa… swojegoooo PaaaaaNAAAAA! – cała dygotała. Nie mogła złapać oddechu. Wpatrywała się we mnie i próbowała nabrać powietrza. Wypuściłem jej twarz z dłoni.

– Dzięki.. chyba wystarczy.. – powiedziałem do towarzystwa.

Mimo rozsupłanych więzów nie podnosiła się z krzesła. Panowie zaczęli się ubierać. Blondynki już nie było. Moja suka została poskromiona.

Opowiadanie powstało w 2004 r.

Więcej opowiadań na: http://www.odcienieczerwieni.pl/

Najczęściej czytane
Reklama

Weryfikacja wieku

Czy masz więcej niż 18 lat ?