O tramplingu – Don Kichote

Będąc ostatnio na spotkaniu o tramplingu w Instytucie Pozytywnej Seksualności mieliśmy okazję poznać Don Kichote – miłośnika tegoż fetyszu, który opowiedział nam o praktykach tramplingu.

S.P.: Czym jest trampling?
D.K: Nie ma oficjalnej definicji, przynajmniej nigdy się z taką nie spotkałem. Można powiedzieć, że trampling to dawanie przyjemności poprzez wywieranie nacisku (chodzenie, stanie, opieranie stóp) przez jedną lub więcej osób na drugą, bądź też przyjemność czerpana z doświadczania takiego nacisku.

S.P.: Jak i kiedy w Twoim przypadku zaczęła się przygoda z tramplingiem?
D.K: W moim przypadku zaczęło się to w bardzo wczesnym dzieciństwie (4-5 lat), gdy zauważyłem, że sprawia mi przyjemność, gdy inne dzieci mnie przyciskają do ziemi. Później wyewoluowało to do konkretnych wymogów: to musiały być dziewczyny, które na mnie stoją lub po mnie chodzą.

S.P.: Jak wtedy odbierali Cię rówieśnicy? Dzieci przecież bywają szczere do bólu…
D.K:Dopóki zabawy polegały na wzajemnym kotłowaniu się – nie było problemów. Niestety szybko zauważyłem, że próby ukierunkowania dziewczyn w kierunku faktycznego deptania powodowały przynajmniej zdziwienie. Dlatego przez długie lata zaprzestałem jawnego wprowadzania innych w ten temat. Albo żyłem w świecie fantazji seksualnych, albo zadowalałem się ukradkowym podkładaniem palców do podeptania. Dopiero jako dwudziestolatek odkryłem (dzięki Internetowi, który zaczął być wtedy powszechniej dostępny), że moje pożądanie nie jest odosobnione, i z dziewczynami da się na ten temat dogadać. Potem już wystarczyło się odważyć i pojawić na imprezie z podobnymi klimatami, nawiązać kontakt i realizować swoje marzenia.

S.P.: Jaki rodzaj obuwia jest wskazany podczas uprawiania tramplingu?
D.K: To jest bardzo indywidualna kwestia: są tacy tramplingowcy, którzy dopuszczają wyłącznie deptanie boso, inni preferują szpilki. Dla mnie buty nie są niezbędne, natomiast zwiększają różnorodność doznań. Czasami ułatwiają chodzenie (bose stopy potrafią się ślizgać po spoconej skórze), a czasami stawiają duże wyzwanie, jeśli chodzi o próg bólu (np. w łyżwach lub butach do golfa). Jeżeli tramplingowiec ma preferencje masochistyczne, to z pewnością wybierze tą drugą opcję.
Czasami tramplingowi towarzyszy uległość, wtedy pojawiają się elementy typowo fetyszystyczne jak. np. całowanie czy lizanie butów albo deptanie całkowicie ubłoconym obuwiem.
Poza tym buty są także, jak każdy element stroju partnerki, czynnikiem zwiększającym atrakcyjność. Dla mnie im większa różnorodność, tym lepiej. Zawsze zwracam uwagę na to, jakie nowe obuwie się w danym sezonie pojawia, bo to prowokuje do rozważań: jakie doznania mogą towarzyszyć w przypadku tramplingu (tu często ma znaczenie rodzaj bieżnika podeszwy, albo typ obcasa), czy da się w nich na mnie swobodnie tańczyć itp. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku tego fetyszu funkcjonują stereotypy (że to tramplingowiec to ktoś, kto jest uległym masochistą i fetyszystą, który marzy tylko o byciu deptanym w szpilkach), ale to błędna interpretacja. Fetysz stóp może nie występować, podobnie jak uległość czy masochizm i nadal to będzie tramplingowiec (który np. lubi delikatne deptanie w obuwiu sportowym).

S.P.: Czy trampling jest sam w sobie rodzajem zaspokojenia potrzeb seksualnych, czy jest on może traktowany jako „gra wstępna”?
D.K: To zależy od przypadku. Są ludzie, dla których jest to jedyna aktywność seksualna, jak i tacy, dla których jest to urozmaicenie klasycznego seksu.

S.P.: Jak to jest z bezpieczeństwem podczas tramplingu?
D.K: Jak z każdą ludzką aktywnością – wszystko zależy od tego, jak bardzo „wyczynowo” traktuje się ten „sport”. Na jednym krańcu skali jest delikatne chodzenie boso po plecach w sypialni, co w zasadzie jest rodzajem relaksacyjnego masażu (ashiatsu), a na drugim (do którego dochodzi się zazwyczaj na zasadzie rosnącego apetytu na coraz silniejsze bodźce) jest jednoczesne skakanie przez kilkanaście osób w „morderczych” butach po człowieku, lizanie brudnych podeszew, rozjeżdżanie rowerem, quadem, samochodem lub koniem i chodzenie po twarzy, języku, palcach czy genitaliach. I tu już pewne niebezpieczeństwa są.
Dość powszechne są delikatne obtarcia czy zasinienia – to jednak znika za parę dni, i o ile nie są w widocznym miejscu (np ślady po obcasie na twarzy – co może powodować dziwne pytania współpracowników), to nie powoduje to żadnych problemów. Przy chodzeniu po twarzy dość łatwo o rozcięcie wargi (na ogół o własne zęby), ale to nie jest częste, czy bardzo kłopotliwe. W skrajnych przypadkach natomiast mogą się przydarzyć złamania żeber, czy innych mniej wytrzymałych kości, ukruszenie zęba, przebicie obcasem tkanek (co bardziej hardcorowi tramplingowcy ostrzą/nacinają obcasy swoich partnerek, tak żeby mieć więcej wrażeń), po zarażenie pasożytami (jeżeli się liże i całuje stopy/buty, które nie są wcześniej zdezynfekowane), czy innej choroby „brudnych rąk”.
Ostatnia rzecz, na którą trzeba uważać, o ile uprawia się trampling w klubach, czy na otwartych przestrzeniach, to żeby nie złapać „wilka”. Trzeba też zachować ostrożność przy obciążaniu szyi. Są tramplingowcy, którzy wykorzystują takie praktyki do podduszania (co też doprowadza do ciekawych doznań), ale trzeba uważać na krtań, ponadto może dojść do chwilowej utraty przytomności (co występuje także przy bardzo duzym obciążeniu ciężarami na klatkę piersiową i brzuch). Powyższe opisy są dość przerażające, ale dotyczą naprawdę skrajnych zachowań. Lekki „bosy” trampling jest zdrowym i przyjemnym wysiłkiem (co powoduje uzależnienie od wydzielanych wtedy endorfin) 🙂

S.P.: Jak w praktyce wygląda „sesja tramplingowa”?
D.K: Nie ma schematu sesji, bo to nie jest przerabianie podręcznika ;). Wszystko zależy od fantazji partnerów. Czasami kładę się na ziemi, zamykam oczy i proszę partnerkę, żeby sama wybrała w czym chce po mnie chodzić, i próbuję odgadnąć, co to jest. Innym razem jest to „maraton” – godzina jako podnóżek przy stepie do aerobiku, czasami jest to taniec do muzyki. Można polać stopy czekoladą i ją zlizać, można rozgnieść stopami banana, albo bezy na klatce piersiowej itp. itd. Może być krótko i intensywnie – ze skakaniem po brzuchu – gdzie wspomagam mięśniami wybijanie się partnerki do góry, a czasami jest to robienie za podnóżek przy jakiejś długotrwałej czynności (czy to na siedząco, czy na stojąco).

S.P.: Czy tramplingowiec może stworzyć szczęśliwy związek?
D.K: Jestem o tym całkowicie przekonany. Przecież to są normalni ludzie, nie licząc tylko innej formy osiągania satysfakcji fizycznej. Tak samo mają uczucia, wady i zalety, co jako całokształt decyduje o jakości związku. Co nie znaczy, że znalezienie „drugiej połówki” będzie tak samo proste, jak w przypadku zwykłej pary. Podstawą jest uczciwość i nie udawanie innej osoby, niż się faktycznie jest – to prędzej czy później prowadzi do katastrofy. Chyba najtrudniej mają ci, którzy praktykują tylko i wyłącznie trampling, bez klasycznego seksu. Jeżeli partnerzy takich osób nie mogą bez niego żyć, to nie sądzę, żeby taki związek przetrwał zbyt długo.

ERROR

Najczęściej czytane
Reklama

Weryfikacja wieku

Czy masz więcej niż 18 lat ?